Shenmue III – recenzja

Shenmue III, czyli gra, która powinna pojawić się lata temu, a dziś jest swoistą kapsułą czasu, którą jedni pokochają, a drudzy no cóż…

Zanim przejdę do właściwej recenzji, chciałbym zaznaczyć, że nigdy nie grałem w poprzednie części Shenmue, a twórczość Yu Suzukiego jest mi w zasadzie obca. Shenmue III jest na tyle specyficznym tytułem, że w trakcie rozgrywki zacząłem się zastanawiać czy to dobrze, że akurat mi trafiła się ta recenzja, ale może po kolei.

Fabularnie historia Ryo Hazukiego rozpoczyna się chwile po zakończeniu historii z poprzedniej części. Bohater wyrusza w podróż do Chin, a dokładniej do malowniczej wioski Bailu, gdzie dalej szukać będzie zabójcy swego ojca, jednocześnie próbując rozwikłać zagadkę tajemniczego lustra Feniksa. Dla tych, którzy nie pamiętają wydarzeń z poprzednich odsłon bądź tak jak ja po prostu w poprzednie części nie grali, twórcy przygotowali krótki filmik streszczający najważniejsze informacje. Historia w Shenmue nie należy do tych, gdzie akcja goni akcje, raczej wręcz przeciwnie jest dosyć ospała. Na myśl przychodzą mi tu stare klasyki kina azjatyckiego jak “Pijany mistrz”. Mimo tego fabuła potrafi wciągnąć i ma coś w sobie urzekającego.

Sama rozgrywka polega w znacznej mierze na zwiedzaniu obszarów, prowadzeniu rozmów z ogromną ilością postaci, wykonywaniu zadań oraz walce. Chociaż tej ostatniej jest tutaj akurat wcale nie tak dużo, co dziwi, bo przecież Ryo jest młodym adeptem sztuk walki.   

Napisałem już trochę o grze, ale dalej nie wynika z tego w czym jest problem. Najprościej byłoby powiedzieć, że w mechanice, która potrafi być dla jednych przyjemna a dla drugich irytująca. Mechanice, która nie zmieniła się od osiemnastu lat. Gracz musi biegać z jednego punktu do drugiego, a warto wspomnieć, że mimo obecności minimapki, to nie uświadczycie tutaj żadnych znaczników wskazujących gdzie macie iść. Zamiast tego są znaki na rozstajach dróg, a postacie niezależne zawsze są gotowe z nami porozmawiać i być może wskazać drogę.

Ci, którzy za dzieciaka nie grali w pierwszą część Shenmue pragnę oznajmić, że Suzukiego śmiało można by nazwać ojcem realizmu w grach wideo. Bo już w latach 90 w czasie premiery pierwszej części, nieobce w grze były takie elementy, jak płynny cykl dobowy czy zwracanie uwagi na to by postać była najedzona przy jednoczesnym operowaniu naszymi funduszami, tak by nie zbankrutować, co w konsekwencji zmuszało nasz do zarabiania pieniędzy.

Tych wszystkich elementów nie mogło też zabraknąć tutaj i chyba właśnie zarabianie poprzez wykonywanie różnych prac takich jak rąbanie drewna było dla mnie najprzyjemniejsze. Ogólnie wszelakie aktywności w postaci mini gier hazardowych czy treningów mimo swej toporności są niesamowicie wciągające.

Oprócz wykonywania odpowiednich czynności w odpowiednim czasie, tak samo ważne jest przeprowadzanie rozmów z mieszkańcami, które jak sama gra są archaiczne i czasem zdają się jakby ciągnęły się w nieskończoność. Nie zrozumcie mnie źle, one mają swój charakter, są elementem intrygującej historii. Jednak prowadzone są w tak niecodziennym stylu. Bo wyobraźcie sobie, że chcecie pójść do sklepu i kupić coś, ale zostajecie zmuszeni do wysłuchania historii życia danego sprzedawcy i gdyby to było raz, ale tak jest za każdym razem i w żaden sposób nie możecie pominąć tych dialogów.

Tak samo zresztą jest z cutscenkami, których z kolei momentami jest nawet za dużo. Posłużę się tutaj kolejnym przykładem. Musicie coś odnaleźć i wiecie, że jest to schowane w regale pełnym szuflad i teraz musicie ręcznie sprawdzić każdą z tych szuflad, czyli oglądać animacje otwierania tychże za każdym razem.

A co z tą walką zapytacie? A no cóż, jest ciekawie. Jako bohater uczymy się kolejnych ciosów ze zdobywanych w czasie gry zwojów. Możemy trenować by zwiększyć nasze statystyki, poprzez minigry polegające na wciskaniu danego klawisza w odpowiednim momencie, czy to poprzez treningi w dojo próbując wykonywać kolejne kombinacje ataków. I to wszystko działa naprawdę fajnie, chociaż brakuje w tym jakiejś finezji.

I tak właśnie wygląda rozgrywka w najnowszej odsłonie Shenmue. Wykonujesz codzienne czynności, dbasz o stan własnego portfela pracując, w wolnym czasie oddajesz się rozrywkom, zbierasz zioła, kolekcjonujesz figurki, rozmawiasz z postaciami wykonując dla nich zadania, trenujesz i walczysz z kolejnymi przeciwnikami dzięki czemu masz nadzieje popchnąć historie dalej. A to wszystko okraszone jest być może trochę drewnianą grafiką i animacją, ale wciąż mającą swój własny, charakterystyczny urok.

No dobrze, to co w zasadzie jest dobre w tej grze? A no właśnie wszystko, co wcześniej opisałem. To tytuł, który przyciąga i potrafi zatrzymać tą swoją prostotą, archaicznością, stylem, który nie zmienił się na przestrzeni lat i chociażby dla tego warto w nią zagrać. Trzeba jednak powiedzieć, że na pewno nie jest to gra skierowana do każdego. Niektórych na pewno odepchnie tą swoją bezpardonowością jak na dzisiejsze standardy, ale żeby się o tym przekonać trzeba zagrać i zobaczyć, nad czym zachwycano się lata temu, bo duch minionej epoki jest obecny w Shenmue III i ma się bardzo dobrze.

Jeśli, należysz do grona fanów twórczości Yu Suzukiego i świetnie bawiłeś się przy poprzednich częściach Shenmue, to prawdopodobnie możesz podnieść ocenę o oczko wyżej.

DarcSector
Autor: DarcSector

Shenmue III

7

Ocena ogólna

7.0/10

Plusy

  • Klimatyczna oprawa dźwiękowa
  • Model walki
  • Interesująca fabuła
  • Przyjemne minigry

Minusy

  • Cutscenki oraz dialogi, których nie sposób pominąć
  • Archaiczne sterowanie jak i jakość animacji
  • Szkoda, że nie jest to koniec całej historii, a ledwie jej połowa...
0 0 vote
Ocena
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Masz opinię? Proszę wyraź ją :).x
()
x