Zanim było świat Walta Disneya albo Daytona 500 Lub Autostrada międzystanowa 4tam było Kraina Gator.

Przydrożną atrakcję, prezentującą gady i „prawdziwą Florydę”, rozpoczął p Owena Godwinai jego rodzina nadal prowadzą firmę, która obchodzi obecnie 75. rocznicę istnienia na szlaku South Orange Blossom Trail.

Oprócz tego, że był przedsiębiorcą w Orlando, Godwin mógł wpisać w swoim CV poszukiwacza przygód i artystę.

„Z pewnością miał charakter. Świetnie się z nim przebywało” – mówi Diane McHugh, wnuczka Godwina i jeden z członków rodziny zaangażowanych dzisiaj w operację Gatorland.

„Nauczył się, że rozrywka odgrywa ważną rolę i gdyby mógł przyjąć taką osobowość na safari, ludzie byliby zahipnotyzowani” – mówi. „Nie pamiętam go nigdy w parku bez butów w kształcie węża. I miał kamizelkę w panterkę, bryczesy, hełm rdzeniowy lub coś w tym rodzaju.

Diane McHugh wspomina swoje dzieciństwo w Gatorland, pełne przygód, takich jak karmienie małp, gonienie kogutów i łapanie aligatorów. Pływała w jeziorach i jeździła na rowerze po chodnikach atrakcji.

„Kiedy byłeś mały, to był najlepszy plac zabaw na świecie. … Mieliśmy strusie, na których mogliśmy spróbować jeździć. Z tyłu był las, więc zbudowaliśmy forty” – mówi. „Mój kuzyn Gay i ja zawsze robiliśmy niesamowicie szalone rzeczy, na przykład zakładaliśmy węże w rękawy, a potem pozwalaliśmy im pełzać obok ludzi na deptaku”.

Pamięta także, jak obsługiwała tacę z datkami przy wyjściu. Gatorland oferował bezpłatny wstęp do 1970 roku, kiedy to zaczął sprzedawać bilety za 1 dolara (50 centów dla dzieci).

„On (Godwin) nie zawahałby się pójść za kimś na parking i zapytać, dlaczego nie zostawił pieniędzy. ‘Nie podobało ci się? Czy był jakiś problem?” – powiedziała Diane McHugh. „Tak wtedy żyli. Miałeś wszystkie zwierzęta do wykarmienia; miałeś rodziny do wyżywienia i pracowników, którym musiałeś płacić”.

Prezes i dyrektor generalny Gatorland Mark McHugh z entuzjazmem wita gości w wieloletnim parku dzikiej przyrody przy S. Orange Blossom Trail w Orlando w piątek, 3 maja 2024 r. Park założony w 1949 r. świętuje 75. rocznicę istnienia Gatorpalooza Fun Fest odbywającego się w dniach 18 i 19 maja. ( JOE BURBANK | Orlando Sentinel )

Wczesne lata były ciężką pracą dla Owena Godwina, jego żony Pearl i czwórki ich dzieci, w tym Franka Godwina, który ostatecznie został prezydentem Gatorland i ojcem Diane McHugh. Diane McHugh mówi, że Godwinowie ręcznie posadzili australijskie sosny na tyłach posiadłości i też je podlewali.

Przez jakiś czas na tej posiadłości mieszkał Owen i jego rodzina. Drzwi w sklepie z pamiątkami otwierały się prosto do rodzinnej kuchni. Diane McHugh pamięta zapach kuchni swojej babci unoszący się w niedziele w sklepie. (Zarówno restauracja, jak i aligator noszą dziś imię Pearl Godwin w Gatorland.)

Około kilkanaście lat po debiucie Gatorland wejście przeszło metamorfozę, która stała się kultowym wyglądem Orlando. Odwiedzający będą teraz przechodzić przez konstrukcję, która wygląda jak znacznie większa niż w rzeczywistości paszcza aligatora ze spiczastymi zębami. To był pomysł Franka Godwina, który stał się sensacją zdjęć z wakacji.

Spędzaj dni z Hayesem

Zapisz się do naszego bezpłatnego biuletynu Stephinitely

Felietonistka Stephanie Hayes będzie dzieliła się z Tobą przemyśleniami, uczuciami i zabawnymi sprawami w każdy poniedziałek.

Wszyscy jesteście zarejestrowani!

Chcesz więcej naszych bezpłatnych, cotygodniowych biuletynów w swojej skrzynce odbiorczej? Zacznijmy.

Poznaj wszystkie opcje

„Położył czaszkę aligatora na stole w swojej jadalni i przyglądał się jej tygodniami, aby uzyskać odpowiedni projekt” – mówi Mark McHugh, obecny prezes i dyrektor generalny Gatorland, a także mąż Diane McHugh. „To naprawdę cud inżynierii, ponieważ ma tę wielką, otwartą paszczę, która tam siedzi, ale nie ma żadnych wiązań”.

Pod koniec lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych Owen Godwin podróżował do Afryki, Indii i na Alaskę, chcąc kupić więcej zwierząt. W skład menażerii ostatecznie wchodziły pytony, boa dusiciele, zebry, hipopotamy karłowate, lamy, emu, kapibary i inne. Godwin często wygłaszał pogadanki i pokazywał szkołom i organizacjom obywatelskim domowe filmy ze swoich podróży.

„Kiedy założyli Gatorland, on (Godwin) miał wizję pokazania ludziom prawdziwej Florydy. Przesadził tu palmy. Łączy flamingi z aligatorami” – mówi Mark McHugh.

„Potem zaczął podróżować i safari oraz przywozić wszystkie te egzotyczne zwierzęta, przez co obiekt stał się bardziej zoo” – mówi Mark McHugh. „Na początku lat 90. zaczęliśmy wracać do prawdziwego doświadczenia Florydy, którego chcemy, aby ludzie mieli”.

Pierwszą podróżą Marka McHugha do Gatorland była jego pierwsza randka ze swoją przyszłą żoną Diane. Był rok 1985 i oboje pracowali jako treserzy zwierząt w SeaWorld Orlando.

Pamięta, jak sięgnęła do basenu i wybrała 3-metrowego aligatora.

„Próbuje ją ugryźć i kopie, a ona mnie popycha” – mówi. „Ona wrzuca to z powrotem tam. Patrzy na mnie i mówi: „Twoja kolej”.

Mówi, że obawiał się, że nie umówi się z nią na kolejną wycieczkę. „Zrobiłem to i nie zostałem ugryziony. I mam drugą randkę” – mówi i uśmiecha się. „To się sprawdziło.”

W 1996 roku Frank Godwin przeszedł na emeryturę. „Atrakcja zatrudniała profesjonalnych łowców głów do obsadzania stanowisk przez kilka miesięcy”, mówi Mark McHugh.

„Nie mogli znaleźć odpowiedniej osoby” – mówi. „Po około sześciu miesiącach podniosłem rękę i powiedziałem: «No cóż, spróbuję»”.

Jego teść chciał zatrzymać Gatorlanda w rodzinie, ale „dał mi jasno do zrozumienia, że ​​to, że należysz do rodziny, nie oznacza, że ​​nie zwolnimy cię, jeśli nie będziesz dobrze wykonywać swojej pracy” Mówi Mark McHugh.

W ciągu ostatnich kilku lat atrakcja dodała do swojej oferty zajęcia na świeżym powietrzu i coroczne wydarzenia.

„Nastolatki nudziły się od samego patrzenia na zwierzęta. Potrzebowaliśmy czegoś dla tej grupy demograficznej i czegoś, co każdy mógłby zrobić” – mówi Mark McHugh. W 2011 roku zainstalowali linię Zip Screamin ‘Gator.

„To nie jest mechaniczne. To low-tech, high-touch. Podróżowanie nad aligatorami jest ekscytujące.[…]Po prostu pasujemy do nas jak na literę T” – mówi.

Inne dodatki obejmują bagienną przygodę zwaną Stompin’ Gator Off-Road Adventure, ścianę skalną i ulepszone eksponaty ze zwierzętami, takie jak Bagno Baby Gator i niedawno ukończone Bagno White Gator, które prezentuje Mystica, jedynego aligatora leucystycznego, jaki kiedykolwiek wykluł się na zewnątrz z bagien Luizjany.

W te wydarzenia zaangażowana była Chelsea McHugh, córka Diane i Marka. Należy do czwartego pokolenia w rodzinnym biznesie, a swoją karierę w sklepie z pamiątkami rozpoczęła jeszcze w szkole średniej. Poszła na studia, pracowała w zespole otwierającym tyrolkę, ale potem odważyła się zająć się planowaniem ślubów i innych wydarzeń – mówi.

„Gatorland nie przypadł mi do gustu” – mówi. Następnie współpracowała z mamą na umowę o pracę w placówkach, a w 2014 roku otwarto stanowisko w dziale opieki nad zwierzętami.

„W końcu się w tym zakochałam i zostałam w tym dziale przez trzy lata” – mówi Chelsea McHugh. Obecnie jest dyrektorem projektów specjalnych dla Gatorland.

“Kocham to. Nie chcę robić nic innego” – mówi.

„Projektują i budują nasze wystawy zwierząt” – mówi Mark McHugh o swojej żonie i córce. „Mamy wspaniałe wystawy zwierząt, projekty budowlane i konserwacyjne. Prowadzą niezależną ekipę budowlaną na pełen etat i robią niesamowite rzeczy. … Jakość eksponatów, z których korzystają, dorównuje wszystkim, co można zobaczyć w dużym miejskim zoo”.

Diane McHugh odrzuca wszelkie odniesienia do jej stanowiska w Gatorlandzie.

„Tutaj, w Gatorland, nigdy nie interesował mnie tytuł. .. Robię wszystkiego po trochu” – mówi. Obejmuje to zbieranie śmieci lub pakowanie popcornu, jeśli zajdzie taka potrzeba.

„Wystarczy upewnić się, że park działa tak, jak powinien” – mówi. „Po prostu krążysz między swoimi projektami”.

Jako nastolatka pracowała jako ratownik w parku wodnym Wet ‘n’ Wild przy International Drive, a także w parkach SeaWorld w San Diego, San Antonio i Orlando.

„Więc to zawsze był park tematyczny. Więc wiesz, jak powinny działać. Wiesz, jak powinny wyglądać. Wiesz, że powinny być czyste. I tego właśnie szukasz na co dzień” – mówi.

McHughowie mają codzienne obowiązki, a w zarządzie Gatorland zasiadają inni potomkowie założyciela Owena Godwina.

„To coś w rodzaju minispotkania odbywającego się co kwartał” – mówi Diane McHugh. „To ich bezpośrednie powiązanie z zaangażowaniem w biznes, ponieważ jako zarząd ustanawiasz precedensy.[…]Miło jest mieć taki czynnik jednoczący, gdy bierze w tym udział duża część rodziny”.

Mark McHugh twierdzi, że w skład zarządu wchodzi garstka osób niespokrewnionych z firmą i trzech członków następnego pokolenia. Komisja planowania parku jest także wielopokoleniowa.

„Jesteśmy w fazie przechodzenia od punktu widzenia zarządzania firmą do czwartego pokolenia” – mówi.

„To całkiem fajne, w końcu poczuć, że nastąpiła mała zmiana” – mówi Chelsea McHugh. „Starzeję się, więc nie czuję się już dzieckiem. Czuję, że teraz spoczywa na mnie większa odpowiedzialność.”

Rodzina Gatorlandów planuje przyszłość atrakcji.

„Zawsze się rozwijamy. Niekoniecznie udajemy się do zewnętrznych organizacji, które dostarczają nam plany główne, duże, ładne, błyszczące księgi planów generalnych” – mówi Mark McHugh.

„Frank nadal często tu przychodzi” – mówi. „Wykorzystując Franka i drugie pokolenie, całe doświadczenie, które mamy jako trzecie pokolenie, a następnie czwarte pokolenie, które rozumie, jak myślą milenialsi. To inne zwierzę niż my, ludzie z wyżu demograficznego”.

Kiedy w latach czterdziestych XX wieku Owen Godwin kupił ziemię wzdłuż szlaku Orange Blossom Trail, teren Gatorland – obecnie zajmujący powierzchnię 110 akrów – znajdował się na wiejskim odcinku między Orlando i Kissimmee. Teraz w zasięgu ręki znajdują się restauracje, sklepy, magazyny, autostrady, Hunters Creek i reszta przedmieść.

„W pewnym momencie, jeśli nie już, ziemia stanie się cenniejsza niż sama atrakcja” – mówi Mark McHugh.

„Ale my uwielbiamy tę atrakcję” – mówi. „Tak, mamy to we krwi”.

źródło