Prawie każda większa liga – a to wkrótce prawdopodobnie obejmie liga NFL—pozwala kapitał prywatny funduszy (PE) do posiadania udziałów w swoich zespołach, do tego stopnia, że ​​inwestorzy instytucjonalni są niemal wszechobecni: co najmniej kilkanaście zespołów w NBA, NHL, MLB i MLS posiadają private equity w swoich grupach właścicielskich.

Najlepsze europejskie ligi piłkarskie i Formuła 1, a także ligi rozwijające się kobieca piłka nożna od lacrosse po mieszane sztuki walki, mają znaczną własność instytucjonalną.

Kiedyś dyrektorzy private equity byli „barbarzyńcami u bram” (jak nazwano ich w słynnej książce o umowie z PE), których obawiali się i piętnowali właściciele głównego nurtu.

Obecnie najlepszym przyjacielem właściciela drużyny sportowej wydają się fundusze private equity. Jak to się stało?

Kiedy private equity zaczęło inwestować w sport?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, cofnijmy się o krok i przejrzyjmy pokrótce historię PE. Private equity to po prostu prywatna firma – zwykle grupa inwestorów – która przejmuje udziały własnościowe (kapitałowe) w spółce. Istoty te istnieją od wieków, ale wersje tego, co uważamy za PE, pojawiły się prawdopodobnie na początku lat 20t stulecia, o jednym charakterze – venture capital – powstałym po II wojnie światowej. Powszechnie panuje zgoda co do tego, że wysiłki podjęte pod koniec lat 70. XX w. mające na celu uproszczenie opodatkowania, a także zmniejszenie ryzyka, jakie wiele przedsiębiorstw mogłoby podjąć ze swoimi środkami pieniężnymi, skutecznie sprawiły, że PE do 1979 r. pozostawało w stanie uśpienia.

Potem nadeszły lata 80-te. W 1980 r. Wielka Inflacja – co ekonomiści nazywają okresem szybkiego wzrostu cen trwającym prawie dwie dekady – osiągnęła szczyt na poziomie 15%. Od tego szczytu stopy procentowe, w tym koszt pożyczania pieniędzy, zaczęły spadać. Grupa inwestorów dostrzegła możliwość coraz tańszego pożyczania pieniędzy i korzystania z masowych pożyczek, aby pozyskać niewielką kwotę własnych pieniędzy na zakup przedsiębiorstw. W wielu przypadkach te fundusze wykupów lewarowanych nazywano „korporacyjnymi najeźdźcami”, ponieważ często kupowały firmę i rozbierały ją na części – zwalniając pracowników, tnąc koszty i często wciągając ich w większe zadłużenie – aby spłacić pożyczki zaciągnięte na zakup firmy. biznes. Inne fundusze PE były mniej agresywne, ale nadal skupiały się na wyszukiwaniu przedsiębiorstw, które ich zdaniem nie działały optymalnie, ale można je zrestrukturyzować.

W tej sytuacji ligi sportowe nie chciałyby angażować PE. A w każdym razie to nie było tak, że PE chciał grać w drużynach sportowych. Kluby były zbyt małe, aby branża się tym przejmowała. Typowy przykład: w 1980 roku Oakland A…wart 1,37 miliarda dolarów dzisiaj przy słabszej frekwencji – zostały sprzedane za zaledwie 12,7 miliona dolarów. Drużyny sportowe nie wydawały się inwestycją wartą uwagi, dopóki Jerry Jones nie zaszokował świata, płacąc za Dallas Cowboys 140 milionów dolarów, ale większość tej kwoty poszła na zakup ich stadionu.

W latach 90., a następnie ponownie w 2000 r., przemysł PE przeszedł cykl wzrostów i spadków napędzany spadającymi, a następnie rosnącymi stopami procentowymi, cały czas koncentrując się na planach inwestycyjnych opierających się głównie na kupowaniu przedsiębiorstw amerykańskich i outsourcingu produkcji do tańszych krajów w celu poprawy rentowności . Sport i WF wzajemnie się ignorowały.

Kiedy więc PE zainteresował się sportem?

Podczas lokautu zawodników w lidze NHL w 2005 roku właściciele franczyzy i grupa bankierów na czele ze Stephenem Pagliucą z Bain Capital (który później był właścicielem części drużyny Boston Celtics) spotkali się w Nowym Jorku, aby rozważyć oszałamiającą propozycję: Bain kupiłby wszystkie NHL – każda drużyna, każdy sweter, każdy krążek – za 4 miliardy dolarów. Plan Baina zakładał utworzenie z NHL jednego podmiotu, podobnego do dzisiejszej struktury MLS, aby stworzyć władzę cenową nad nadawcami i móc lepiej ograniczać pensje zawodników. Jak wynika z relacji opublikowanej przez portal Bain, plan Baina był tak śmiały i pozornie genialny, że właściciele dosłownie go oklaskiwali, ale ostatecznie odrzucili ofertę ze względu na emocjonalne zaangażowanie w franczyzę. Tydzień biznesu.

Następny rok, 2006, przyniósł, jak się wydaje, pierwszą inwestycję PE w sport. Ale to nie było w USA – to było w Europie. Jak wynika z historii inwestycji PE w piłkę nożną od Tifosy Capital & Advisory, w tym samym roku trzy amerykańskie fundusze kupiły większość słynnej drużyny piłkarskiej Paris Saint-Germain. Firmy te – Colony Capital, Butler Capital i Morgan Stanley – sprzedały później zespół państwowemu funduszowi majątkowemu Kataru. Według danych Tifosy, dopiero dziesięć lat później do europejskiej piłki nożnej dołączyło więcej funduszy PE, a do 2019 r. w europejskich drużynach miało dziewięciu właścicieli instytucjonalnych.

To był ten rok, w którym ligi amerykańskie zaczęły doganiać swoje europejskie odpowiedniki, a liga MLB zdecydowała się zezwolić firmom PE na posiadanie mniejszościowych udziałów w ich franczyzach. The NBA, NHL I MLS wszystko nastąpiło w ciągu kilku lat.

Dlaczego ligi czują się dziś dobrze w stosunku do inwestorów private equity?

Krótko mówiąc, firmy PE przekształciły się w korporacje. W ich przerażających czasach PE było prowadzone przez żądne uwagi i bojowe osobistości, takie jak Carl Icahn, Kirk Kerkorian i Ronald Perelman. Często wykorzystywali własną fortunę, aby zarobić więcej pieniędzy i pojawiali się na okładkach magazynów tak często, jak robią to dzisiejsi miliarderzy z branży technologicznej. Trudno byłoby ci wskazać lidera PE. Wiele największych firm – Blackstone, Apollo, KKR i ostatnio CVC— stały się publiczne, jeszcze bardziej zmiękczając ich krawędzie.

Ligi czują się komfortowo z PE, ponieważ umieściły barierki wokół swoich właścicieli. Żadna firma nie może być właścicielem kontrolnym jakiejkolwiek franczyzy z największej ligi północnoamerykańskiej, a w niektórych przypadkach nie może nawet głosować. Władze ligowe chcą znać każdego inwestora funduszu PE, który chce kupić udziały, aby móc zawetować każdą transakcję zawierającą osobę niepożądaną. Sprzedaż przez firmę PE jej udziałów będzie zwykle musiała zostać zatwierdzona przez ligę. Krótko mówiąc, ligi uważają, że firmy PE wchodzą do gry na warunkach właścicieli drużyn.

Po co w ogóle pozwalać inwestorom private equity?

Rosnące wartości zespołu. Średnia wartość drużyny NBA wynosi 4 miliardy dolarów. To 2,64 dolara miliard w MLB w NHL tak jest 1,31 miliarda dolarów– jedna trzecia kwoty, którą Bain miał zapłacić wszystkim 30 klubom niecałe 20 lat temu. W ciągu ostatnich trzech dekad wzrost wartości zespołów w Ameryce Północnej przewyższył giełdę, co nie jest drobnostką, biorąc pod uwagę, że giełda w USA wzrosła o 550% w ciągu ostatnich 20 lat. To nadal nie jest takie trudne znaleźć miliardera który chce być właścicielem kontrolnym franczyzy, ale coraz trudniej jest znaleźć kogoś, kto chce wypisać czek na 100 milionów dolarów na niewielką część kapitału, a następnie walka o siedzenia i karty parkingowe.

Inwestorzy private equity nie mają nic przeciwko; chcą po prostu miejsca, w którym mogliby ulokować swoją stolicę. To jest prawdopodobnie siła napędowa NFLrównież ruch w kierunku PE. Jej franczyzy są najcenniejsze na świecie, co 5,14 miliarda dolarów za sztukę.

Dlaczego private equity chce inwestować w sport?

Rosnące wartości zespołu. Jednak liczy się coś więcej niż tylko wzrost dolara. Powodem, dla którego inwestorzy z głębokimi kieszeniami lokują swoje pieniądze w private equity, jest to, że PE obiecuje pokonać giełdę. Jednak inwestowanie pieniędzy instytucjonalnych w fundusze PE ma drugorzędne znaczenie, do czego sport wydaje się idealny. W szczególności fundusze emerytalne, fundacje i towarzystwa ubezpieczeniowe przywiązują dużą wagę do mało zauważanej koncepcji teorii portfela zwanej niekorelacją. Korelacja to koncepcja matematyczna, zgodnie z którą cena jednego aktywa zmienia się wraz z cenami innych aktywów, w górę lub w dół. Kryzys finansowy z 2009 r. oszołomił inwestorów instytucjonalnych i przekonał się, że nawet skrajnie różne aktywa mogą być ze sobą znacznie bardziej skorelowane, niż by sobie tego życzyli. Wydaje się, że północnoamerykańskie drużyny sportowe mają znacznie niższą korelację z innymi aktywami, takimi jak akcje, kredyty hipoteczne i towary. Ma to prawdziwą wartość dla zarządzających portfelami, którzy muszą mieć pewność, że będą w stanie wypłacić emeryturę członkowską w ciągu 15 lat lub spełnić roszczenie z tytułu ubezpieczenia na życie w ciągu 20 lat.

Ile pieniędzy jest dziś w sportowym private equity?

Wiele miliardów dolarów. Istnieją duże fundusze specjalizujące się w sporcie lub głównie skupiające się na sporcie, takie jak Arctos Partners, który to ma ponad 7 miliardów dolarów inwestuje głównie w drużyny sportowe oraz RedBird Capital, który zarządza 10 miliardami dolarów i jest właścicielem m.in AC Milan. Inne firmy PE inwestują miliardy w sport w ramach szerszych strategii — na przykład Silver Lake o wartości 102 miliardów dolarów (aktywa) jest ostatecznym właścicielem lig UFC, WWE i Pro Bull Riders ze względu na jego udział większościowy spółki Endeavour Group Holdings. Europejska firma PE CVC prawdopodobnie ma co najmniej 6 miliardów dolarów na sporcie, ze szczególnym naciskiem na ligi piłki nożnej i rugby. Jeśli uwzględnisz inwestycje sąsiadujące ze sportem, takie jak zakłady sportowe, media sportowe i technologie sportowe, istnieją wiele miliardów dolarów więcej z funduszy private equity i venture capital.

Wydaje się, że kwota inwestycji PE będzie rosnąć: na przykład Florida State University stara się pozyskać fundusze prywatne kapitału w swoim dziale sportowym. Jeśli tak się stanie, otworzy się dla PE zupełnie nowy sektor do eksploracji.

źródło