Nigdy bym nie przypuszczała, że ​​będę mieszkać w tzw obóz letni dla dzieci w maleńkim domku przez całe lato z mężem i trójką dzieci – a jednak oto jestem.

W zeszłym roku mój mąż dostał propozycję pracy jako dyrektor obozu na obozie dla małych dzieci w odległym południowo-zachodnim Ontario. Choć brzmi to malowniczo, oboje musieliśmy usiąść i omówić, jak logistycznie zorganizować obóz przez dwa miesiące każdego lata. Pracuję jako starszy menedżer w firmie technologicznej z siedzibą w Toronto i chociaż jestem pracownikiem zdalnym, absolutnie potrzebuję doskonałego Internetu i nieprzerwanego dnia pracy. Jestem także niezależnym dziennikarzem i potrzebuję prywatności, aby móc przeprowadzać wywiady ze źródłami.

Oprócz mojego napiętego harmonogramu pracy mamy trzy dorastające córki w wieku 7, 10 i 12 lat. Obóz znajduje się dwie godziny drogi od naszego domu, co oznaczałoby wykorzenienie ich ze społeczności i utratę zabawy z przyjaciółmi i rodziną w miesiącach letnich.

Największy prawie zerwaniem umowy był malutka kabina o powierzchni 350 stóp kwadratowych wszyscy byśmy się podzielili. Kiedy po raz pierwszy weszliśmy do domku, wszyscy prawie wybiegliśmy z krzykiem. Było stare, zatęchłe i zupełnie nie nadawało się do zamieszkania. Na szczęście mężowi udało się „wyremontować” lokal na tyle, że mogliśmy w nim komfortowo mieszkać. Mały domek składa się z dwóch sypialni (trójka naszych dzieci wciska się w jedną sypialnię, a drugi pokój dzielimy), małej łazienki i części dziennej. Chociaż nie ma tam kuchni, kilka stóp od naszych drzwi wejściowych znajduje się duża jadalnia.


Dziewczyna w kuchni obozu letniego

Autorka nie ma kuchni w swojej chacie, ale może korzystać z kuchni znajdującej się w głównej jadalni obozu.

Dzięki uprzejmości autora



„Nie będziesz musiała gotować przez całe lato” – powiedział mi mój mąż, kiedy po raz pierwszy zaproponowano mu to stanowisko. Brak rachunków za artykuły spożywcze i brak gotowania przez całe lato sprawiały, że w tej sporadycznie odwiedzanej przez myszy, bardzo małej chatce znajdowały się głównie osoby wart.

Dało nam to możliwość spowolnienia

Ostatecznie zgodziliśmy się, że będzie to dobra okazja dla naszej rodziny. To dał nam szansę na zwolnienie tempa i ciesz się spokojniejszym tempem.

Obóz położony jest na szczycie urwiska z widokiem na jezioro Huron, które według niektórych jest najpiękniejszym i dziewiczym zachodem słońca na świecie. Bez zanieczyszczenia światłem miasta nocne niebo zapiera dech w piersiach. Kiedy wkraczaliśmy w zupełnie nowe doświadczenie, nasze dzieci miały szansę żyć w otoczeniu nowych przyjaciół i ciekawych zajęć przez dwa miesiące z rzędu, a wszystko to na tle rustykalny kemping.

Za kilka tygodni rozpoczniemy drugie lato na obozie i wszyscy z niecierpliwością czekamy na dzień przeprowadzki. Gdy tylko wejdziemy do obozu, nasze rytmy i rutyna ulegną zmianie.

Muszę martwić się o mniej rzeczy

Zamiast planować posiłki, robić zakupy spożywcze i gotować, wszyscy będziemy siedzieć w czerwonej jadalni z personelem i obozowiczami i jeść autorskie dania obozowe. Kakofonia brzęku naczyń i sporadyczne wybuchy śpiewu sprawiają, że czas posiłku jest bardzo wesoły.

W ciągu dnia będę pracować w biurze obozu, które jest w większości puste, ponieważ mój mąż spędza całe dnie jeżdżąc quadem i pilnując, aby programy przebiegały sprawnie. Internet jest zaskakująco doskonały — w zeszłym roku udało mi się nawet bez zakłóceń przeprowadzić wywiad na żywo w kanadyjskiej krajowej stacji informacyjnej.

Zamiast martwić się o płacenie za zajęcia letnie, nasze dzieci będą spędzać spokojne letnie dni na obozie. Będą wykonywać prace ręczne, grać w gry, chodzić na wędrówki, cieszyć się codziennymi lekcjami pływania (teraz są świetnymi pływakami) i ponownie spotykać się z przyjaciółmi z obozu.

Nasze dzieci śpią o wiele lepiej na obozie

Jednym z najbardziej nieoczekiwanych bonusów życia na obozach letnich są nasze nawyki związane ze snem. Nasze dzieci zawsze źle sypiały, ale w domku wszyscy śpią jak kamień przez całą noc. Połączenie świeżego powietrza i aktywnych dni sprawia, że ​​każdy czuje się bezpiecznie i ciepło w swoim łóżku. Każdego ranka budzę się wypoczęty, trzeźwy i gotowy na nowy dzień.

Nigdy nie myślałam, że będę po trzydziestce i mieszkała na obozie dla dzieci. Czasami wydaje się, że ten styl życia jest znacznie bardziej odpowiedni dla młodszej osoby, która nie ma takich zobowiązań i obowiązków jak my, ale w większości przypadków wydaje się to spełnieniem marzeń.

Życie w małej wspólnej przestrzeni jest proste. Latem nie myślę o kuchni idealnej na Pinterest (bo nawet takiej nie mam); gdy podłoga zasypie się plażowym piaskiem, nie przeszkadza mi to, a mam bardzo małą przestrzeń, którą można szybko uporządkować i posprzątać. Poza tym większość dnia spędzamy na świeżym powietrzu, pod błękitnym niebem lub w innych, większych budynkach.

Na obozie odnalazłem bliskość z rodziną, jakiej nie miałem wcześniej. Ale znalazłem też społeczność z innymi. Kiedy brakuje nam personelu kuchennego, z przyjemnością wypełniam przestrzeń, siekając stos marchewek na chili lub przerzucając burgery na grillu. Chętnie w upalny letni dzień wskoczę z dziewczynami do jeziora lub zagram w siatkówkę plażową.

Kiedy wieczorem kładę się spać, moja poduszka pachnie ogniskiem, kremem z filtrem przeciwsłonecznym i potem – to oznaka idealnego dnia na letnim obozie.

Brianna Bell jest kanadyjską niezależną dziennikarką, której prace publikowano w „The New York Times”, „The Guardian”, „The Globe & Mail” i nie tylko. Brianna pracuje obecnie nad swoimi wspomnieniami.

źródło