Pielęgniarki w całym Ohio skarżą się, że ich zawód przeżywa kryzys, ponieważ szpitale mają trudności z obsadzeniem wolnych stanowisk, a zwiększone obciążenie pracą zmusza coraz więcej osób do opuszczenia pracy. Twierdzą, że te wyzwania kadrowe pogłębia gwałtowny wzrost liczby brutalnych starć między pracownikami służby zdrowia a pacjentami.

Najważniejszym pytaniem pielęgniarek jest prawnie wymagane wskaźniki zatrudnienia, czemu szpitale stanowczo się sprzeciwiają. Wzywają jednak także prawodawców do przyjęcia ponadpartyjnego środka mającego na celu lepszą ochronę pracowników służby zdrowia przed przemocą w pracy.

„Pielęgniarki w całym Ohio są bite, kopane, drapane i atakowane słownie, gdy próbują wykonywać swoją pracę” – wyjaśnił w zeszłym tygodniu dyrektor wykonawczy Ohio Nurses Association, Rick Lucas.

Ustawa Ohio House Bill 452, sponsorowana przez przedstawicieli Andreę White z R-Kettering i Rachel Baker ze stanu Cincinnati, nakłada na szpitale w całym stanie obowiązek opracowania planów bezpieczeństwa w miejscu pracy oraz systemu zgłaszania incydentów związanych z przemocą. Rozwiązanie to wymaga również od szpitali umieszczania ogłoszeń informujących, że agresywne zachowanie nie będzie tolerowane.

W zeszłą środę zwolennicy projektu ustawy argumentowali, że zmiany te są koniecznym pierwszym krokiem, ale prawodawcy powinni również wprowadzić dodatkowe zabezpieczenia.

Tak i…

Przemawiając w imieniu ONA, Lucas pochwalił zawarty w projekcie wymóg, zgodnie z którym szpitale opracowują plany bezpieczeństwa zapewniające, że „pracownicy szpitali mogą mieć wpływ na to, jak zapewnić wszystkim bezpieczeństwo”. Mimo to argumentował, że w komisjach, których zadaniem jest opracowanie tych planów, powinna znajdować się silna reprezentacja personelu przyłóżkowego. Co najmniej połowę członków powinni stanowić „bezpośredni świadczeniodawcy” – argumentował Lucas, a miejsca powinny być zarezerwowane również dla obrońców praw pacjentów.

Lucas poprosił o proste ulepszenia zabezpieczeń, takie jak umożliwienie pracownikom żądania identyfikatorów zawierających wyłącznie imię i nazwisko. Opowiadał się również za regularnymi szkoleniami w zakresie deeskalacji i minimalną liczbą przeszkolonych pracowników w oparciu o liczbę łóżek w oddziale i względne ryzyko.

Ale najważniejsze pytanie było również – i naprawdę nie da się tego obejść – dość obrzydliwe.

„Jestem tu, aby powiedzieć Państwu, że wykorzystywanie przez kogoś krwi, śliny, moczu, kału, nasienia, plwociny lub wymiocin jako broni przeciwko pracownikom służby zdrowia nie jest „częścią tej pracy” – upierał się Lucas. „To jest napaść i powinno być karane jako przestępstwo piątego stopnia. Działania te są nie tylko brutalne, ale stwarzają poważne ryzyko dla zdrowia, w tym przenoszenie chorób zakaźnych”.

Zauważył, że takie same kary już istnieją za używanie płynów ustrojowych jako broni przeciwko funkcjonariuszom organów ścigania.

Przedstawiciel Brian Stewart z R-Ashville wyraził poparcie dla pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które napadają na pracowników służby zdrowia – czyniąc z tego „karę dla dużego chłopca, dużej dziewczynki, za którą idzie się do sądu”. Obawiał się jednak, że niektóre inne zaproponowane przepisy wymagają niejasnego poziomu odpowiedzialności ze strony administratorów szpitali, niekoniecznie zwiększając bezpieczeństwo pracowników.

Lucas jednak bronił znaczenia szkolenia w zakresie deeskalacji jako pierwszego kroku.

„To nie zawsze działa” – wyjaśnił. „I dlatego potrzebujemy sankcji karnych, gdy ludzie się nasilają”.

Przedstawicielka Beth Liston ze stanu Dublin, która pracuje jako lekarz, martwiła się „niezamierzonymi konsekwencjami”. Choć przyznała, że ​​istnieją okoliczności, w których uzasadnione są surowsze kary, w większości znanych jej przypadków pacjenci nie panują nad swoimi zdolnościami.

„Naprawdę nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że ciężko chora osoba starsza, z demencją lub majacząca powinna zostać oskarżona o przestępstwo za bicie, gdy jest przypięta pasami” – powiedziała. Prawidłowy? Bo to nie są ludzie, którzy myślą jasno.”

Jacinta Tucker, pielęgniarka wypowiadająca się w imieniu ONA, powiedziała, że ​​często to nie sami pacjenci „kopią, przeklinają, biją się”.

„To wtedy przychodzą członkowie rodziny” – powiedziała – „i chcą, żeby wszystko zostało zrobione dla pacjenta, a ty jesteś w tym pokoju i nagle rodzina pacjenta kopie, przeklina, popycha, popycha” .”

Liston wyraził sceptycyzm, a Lucas jako różnicę wskazał na umyślność. Argumentował, że pielęgniarki raczej nie będą wnosić oskarżenia przeciwko osobie cierpiącej na demencję, która „umyślnie” jej nie krzywdzi.

„Ale osoby, które dopuszczają się umyślnych działań przeciwko pracownikom służby zdrowia, powinny bezwzględnie ponieść odpowiedzialność karną” – stwierdził.

Lekarze się wahają

Następny w kolejce, dr. Nicole Veitinger i RJ Sontag z oddziału American College of Emergency Physicians w Ohio próbowali umiejscowić problem w kontekście. Veitinger podzieliła się wynikami ankiety przeprowadzonej wśród członków jej organizacji w 2024 roku. W sumie 91% respondentów stwierdziło, że oni sami lub ich współpracownicy byli ofiarami przemocy w zeszłym roku.

„Ankieta wykazała, że ​​98% pacjentów dopuściło się niemal wszystkich napaści na lekarzy” – kontynuowała. „A najczęstszymi rodzajami napaści według tej ankiety była napaść słowna z groźbą użycia przemocy (64%) oraz uderzenie lub policzek (40%) , opluty przy 31%, kopnął 26% i uderzył 25%.

Twierdziła, że ​​wpływ przemocy w placówkach opieki zdrowotnej jest „niedoceniany”, ponieważ wielu pracowników odmawia zgłaszania napaści lub nawet jest do tego zachęcanych.

„Należę do 91% lekarzy medycyny ratunkowej, którzy doświadczyli napaści w zeszłym roku” – zgłosiła się na ochotnika Sontag.

„Pacjent zaatakował mnie fizycznie” – kontynuował – „i byłem zszokowany, gdy dowiedziałem się, że szpital, w którym służyłem, nie miał ochrony na oddziale ratunkowym ani systemu umożliwiającego nawet sporządzenie raportu”.

Choć przyznał, że lekarze zazwyczaj nie przyjmują pacjentów „w ich najlepszym dniu” i nie wszystkie incydenty prowadzą do poważnych zarzutów karnych, w dalszym ciągu niezwykle ważne jest, aby szpitale posiadały system raportowania.

„Przemoc fizyczna, zastraszanie i groźby nie są akceptowane w żadnym innym miejscu pracy” – stwierdził Veitinger, „i nie powinny być dozwolone ani tolerowane w placówkach opieki zdrowotnej”.

Śledź reportera OCJ Nick Evans na Twitterze.

Otrzymuj poranne nagłówki do swojej skrzynki odbiorczej



źródło