Simon Cowell ze spłukanego 30-latka mieszkającego z rodzicami stał się potentatem muzycznym i gwiazdą telewizji. Podzielił się historią swojego powrotu, porównał smartfony do tosterów i ujawnił, czego żałuje tylko w One Direction najnowszy odcinek podcastu „Dziennik dyrektora generalnego”.

Na długo przed „American Idol”, „The X Factor” i „America’s Got Talent” pierwszym wielkim przełomem Cowella było podpisanie w latach 80. kontraktu z Sinittą dla jego raczkującej wytwórni Fanfare Records.

Pomógł sprawić, że singiel „So Macho” piosenkarza stał się hitem, dając początek jego karierze jako twórca gwiazd.


Sinitty i Simona Cowella

Sinitta i Simon Cowell w Londynie w 2006 roku.

Richarda Lewisa/WireImage/Getty Images



„Myślałem, że wszystko będzie cudownie, więc kupiłem dom, kupiłem oczywiście Porsche i miałem złotą kartę kredytową” – powiedział Cowell gospodarzowi Stevenowi Bartlettowi.

„Więc żyję, a kiedy wszystko się zawaliło, byłem winien bankowi prawie 500 000 funtów” – dodał, odnosząc się do nagłego upadku spółki-matki Fanfare w 1989 roku.

Cowell, który później się odwrócił Zachodnie życie i Fifth Harmony w supergwiazdy, przypomniał sobie, jak mówił swojemu bankowi, że nie obchodzi go, czy zbankrutują, ponieważ nie ma pracy ani dochodów – a jedynie długi.

„Tak, byłem na papierze bankrutem, więc wróciłem do mamy i taty” – powiedział.


Simon Cowell z Piątą Harmonią

Simon Cowell z Fifth Harmony w Los Angeles w 2012 roku.

Gregga DeGuire’a/WireImage/Getty Images



Znawca branży muzycznej wspomina, że ​​pewnego razu próbował pojechać z londyńskiego West Endu do domu swoich rodziców, ale miał w kieszeni tylko 5 funtów.

„Pamiętam, że pomyślałem, że to dosłownie wszystkie pieniądze, jakie mi na świecie pozostały, i nie jestem pewien, czy pięć funtów wystarczy na podróż taksówką do domu” – powiedział.

Cowell uniknął trudnej sytuacji, przekonując przyjaznego bankiera, aby pożyczył mu pieniądze potrzebne na spłatę długu. Przyjaciel prawnik pomógł mu również znaleźć pracę w BMG Records, mówiąc Cowellowi, że może mu spłacić później, co zrobił.


Simona Cowella

Simon Cowell na marcowej inauguracji 19. sezonu „America’s Got Talent”.

Victoria Sirakova/FilmMagic/Getty Images



Cowell wykorzystał tę rolę do założenia własnej wytwórni płytowej i organizowania popularnych telewizyjnych konkursów talentów, na które licencjonowano na całym świecie.

Obserwator talentów i sędzia telewizyjny poczynili kilka innych barwnych komentarzy na temat podcastu, który zredagowaliśmy pod kątem długości i przejrzystości:

  • NA smartfony: „Tak bardzo ich nienawidzę. Uważam, że są nudne. To tak, jakby mieć przy sobie toster przez cały czas. Tosty są fajne, czasem też miło jest porozmawiać przez telefon, ale nie przez cały ten cholerny czas”.
  • NA etyka pracy: „Jeśli ktoś przyjdzie do mnie do pracy w wieku, powiedzmy, 21 lat i powie: «5:30, jasne, mam wolne i nie zawracaj sobie głowy dzwonieniem do mnie w weekend», to powiem: «No cóż , nie zamierzam stawiać na ciebie domu.’”
  • O gwiazdach: „Prawda jest taka, że ​​warto. To nawet nie jest cena do zapłacenia, po prostu się z tym wiąże. To ciężka praca, staniesz się dobrze znany i stracisz wiele ze swojej prywatności. Jeśli chcesz zostać księgowym, nie będziesz mieć żadnego z tych problemów – to po prostu nie będzie już tak zabawne”.
  • O prawach do „Jeden kierunekImię: „Jedynej rzeczy, której żałuję, to tego, że powinienem zachować tę nazwę. Mógłby zrobić animację czy coś. Jeśli jeden z członków zespołu powie, że nie chce koncertować, może to uniemożliwić pozostałym koncertowanie. Gdybym miał to nazwisko, nie byłoby problemu. Czasami potrafię być bardzo naiwny i to właśnie ja byłem bardzo, bardzo naiwny. Następnym razem będzie to część umowy.”

źródło