Dziesiątki Brytyjskie linie lotnicze pasażerowie po dwukrotnym przekroczeniu Atlantyku przeżyli dziewięciogodzinny „lot donikąd”.

Jak wynika z danych, poniedziałkowy lot nr 195 wystartował z londyńskiego Heathrow do Houston z około 30-minutowym opóźnieniem Radar lotów24.

Po pięciu godzinach Boeinga 787 Dreamliner dotarł do wybrzeży Nowej Funlandii — ale dopiero wtedy, gdy zaczął się zawracać.

Cztery godziny później odrzutowiec wrócił do Londynu po przebyciu w obie strony niemal 7000 km.

W oświadczeniu udostępnionym Business Insider rzecznik British Airways powiedział, że lot powrócił „w ramach środków ostrożności z powodu drobnego problemu technicznego”.

„Przeprosiliśmy naszych klientów za zakłócenia w podróży” – dodali.

Linie British Airways zmieniły im także rezerwację na następne dostępne loty, zapewniły hotele i podały szczegółowe informacje na temat ubiegania się o zwrot innych wydatków.

Powrót przez Atlantyk może wydawać się dziwną decyzją, ale problem był na tyle niewielki, że pozwolił dotrzeć do Heathrow, gdzie BA ma zaplecze konserwacyjne.

Zarówno dla pasażerów, jak i dla linii lotniczej jest to prawdopodobnie lepsze niż przekierowanie do północnej Kanady.

W zeszłym roku w grudniu, Linie Delta Air Lines wysłały trzy odrzutowce, aby ratować pasażerów z odległej bazy wojskowej w Nowej Fundlandii i Labradorze.

Samolot został tam przekierowany z powodu problemów technicznych, ale mróz i ograniczenia dotyczące czasu pracy załóg lotniczych sprawiły, że pasażerowie utknęli tam na ponad 24 godziny. 270 pasażerów nocowało w koszarach wojskowych.

Podobny incydent miał miejsce podczas lotu linii Air France z Paryża do Seattle zmuszeni skierować się na daleką północ Kanady w zeszłym miesiącu. Aby uratować pasażerów z Iqaluit, stolicy kanadyjskiego terytorium Nunavut, liczącego niecałe 8 000 mieszkańców, inny lot musiał zostać odwołany.

źródło