3 typy symulatorów randkowych, które zaszły za daleko

Pewnie każdy już randkował z gołębiem w Hatoful Boyfriend, ale nie każdy wie, że na tym pomysły się nie kończą.

Z kimkolwiek tylko zechcesz

Pod tym względem gracze pecetowi mają zdecydowanie większą swobodę pławienia się w libertynizmie, bo chyba nie ma już obiektu, którego ktoś by nie uczynił potencjalnym odbiorcą adoracji w grze randkowej. Można przeżyć romans z najbardziej pierwotną ze wszystkich femme fatale (Kokonoe Kokoro i Modliszka-chan), drukarką, Nicolasem Cagem, fidget spinnerem czy alpaką, dla każdego coś dobrego. Znajdzie się jednak też akcent konsolowy, a przy okazji wpisujący się w krajobraz czekającej ludzkość katastrofy ekologicznej, czyli Tomak – Save the Earth Love Story, w której wybrankami zostają pół-kobiety, pół-kwiatki doniczkowe, a dokładniej to bogini miłości, którą los zesłał nad ten świat pod postacią głowy zasadzonej w ziemi. Cóż, przynajmniej nie jest personifikacją rosiczki tygrysiej.

Przez płodność do zwycięstwa

Co ciekawe, patent kojarzący poziom relacji ze skutecznością ataku wcale nie jest nowy – spójrzcie chociażby na system social linków w serii Persona od “trójki” począwszy. Nie zawsze jest on jednak tak istotny, jak w kilku innych produkcjach (nie wszystkie są gatunkowo czystą grą randkową, wybaczcie mi clickbait), a pierwszą z nich jest Eiyuu Senki: The World Conquest. Sama feminizacja wszystkiego przez Japończyków zaskakująca nie jest, tak samo jak fakt, że w grze przyjdzie nam randkować nawet z samym Iwanem Groźnym (Groźną?), która przy okazji na boku bawi się w sado-maso z damskim Rasputinem. Interesujące jest to, że poza tym to całkowicie poprawny, taktyczny RPG, gdzie ostrza skrzyżują największe potęgi militarne świata.

Niektóre gry wolą się jednak nie patyczkować z jakimś tam randkowaniem, tylko od razu przejść do rzeczy, czyniąc mechanizm płodzenia dzieci jednym z najistotniejszych elementów mechaniki, jak chociażby Conception II: Children of the Seven Stars, w którym to jRPG-ową otoczkę ratowania kolejnego fikcyjnego świata urozmaica towarzystwo kilku panienek, z które to najpierw trzeba odpowiednio zbajerować, a potem doprowadzić do przybycia na świat przyszłego członka swojej prywatnej armii (oczywiście, im wyższy wskaźnik uczucia, tym lepsze statystyki dostaje), a następnie go wytrenować. Nieco “poważniej” do tematu podchodzi zatopiony w stylistyce dawnej Japonii Oreshika: Tainted Bloodlines, opowiadający historię rodu, na którego rzucono klątwę – każdy z jego członków w ciągu 24 miesięcy czasu gry dokonuje swojego żywota, a na dodatek jedyną możliwością przedłużenia klanu jest współżycie ze współobciążonym klątwą tudzież którymś z bogów japońskiej mitologii, po dokonaniu odpowiednich rytuałów. Tak więc zarządzamy klanem i pokonujemy kolejne lochy w poszukiwaniu zemsty. Interesująco zapowiada się również chwilowo niestety wyłącznie pecetowy (jednak wydanie konsolowe nie jest wykluczone) Boyfriend Dungeon, gdzie w przerwie od wyjątkowo estetycznego siekania potworów w hack’n’slashowej formule będzie można porandkować z własną bronią.

To nie miało być tak poważne

Spójrzcie na obrazek powyżej. Co widzicie? Kilka mangowych dziewczynek (na dodatek beznadziejnie narysowanych), jakieś pancerze przywodzące na myśl mechy i niezwiastujący szczególnie lotnej rozrywki tytuł. Okazuje się jednak, że gra nazwana Muv-Luv, która na dodatek jest liczącym trzy części molochem, to jedna z bardziej przewrotnych fabularnie, a jednocześnie zachowujących dość klasyczny urok “epickiej historii”. Z początku typowa, nudna wręcz szkolna gra randkowa, potem potężna, wojenna opowieść w klimatach science-fiction, a ponadto “malutkie” (ach, te 50 godzin klikania i czytania) arcydzieło metanarracji. Niestety, tak przewrotne symulatory randkowe są dość rzadkie już same w sobie (prędzej perełki znajdują się już w “czystej” visual novel, jak Umineko), a tym bardziej trudno znaleźć je na konsoli. Jednak komputerowe Saya no Uta jest czymś wyjątkowo wartym wspomnienia, łączy bowiem eroge z kosmicznym horrorem spod znaku Lovecrafta, w którym romansowo-erotyczne elementy wywołują odrzucenie, przestaje się wierzyć we własne postrzeganie rzeczywistości, a główny zwrot akcji na długo pozostaje w pamięci.

Jakkolwiek w świecie symulatorów randkowych dużo jest dziwactwa i rzeczy nadających się przede wszystkim na cringefest, znajdzie się też sporo zawartości, która może się okazać zaskakująco dobra po odrzuceniu wierzchniej warstwy niezrozumiałej japońszczyzny. Zapraszam do polecania w komentarzach innych “gier w klikanie i czytanie”!

Please Login to comment