Recenzja Lost Sea – walka o przetrwanie w Trójkącie Bermudzkim | Consolezone.pl – piszemy o grach wideo i konsolach

Lost Sea
Velans 10.07.2016 00:28

Recenzja Lost Sea – walka o przetrwanie w Trójkącie Bermudzkim

Osadzenie gry w Trójkącie Bermudzkim nie jest dość częstym spotykanym pomysłem w grach. W Lost Sea zaczynamy również dość nietypowo bo od rozbicia naszego samolotu. Tym samym rozpoczynamy naszą przygodę z grą. By wydostać się z tego pieknego ale również zabójczego miejsca musimy odnaleźć źródło portalu.

Budzę się wśród mnóstwa krzewów i tropikalnej roslinności, naprzeciwko siebie widzę roztrzaskany samolot. Powoli i ostrożnie podnoszę się z piasków jednej z plaży. Analizując, coraz szybciej dociera do mnie co się stało. Jednak jeszcze wszystko nie jestem w stanie wydedukować. Robię pierwsze kroki na nieznanej plaży. Próbuje przypomnieć sobię najważniejsze fakty podczas mojej podróży. Ale nie wychodzi mi to tak szybko jak zbadanie samego wraku własnego samolotu. Postanawiam ruszyć ku wrakowi i dżungli, chociaż wiem, że to początek jednej z ważniejszych przygód jakie doświadczę.

Gra może nie jest najważniejszym przeżyciem jakie doświadczymy jednak jak prawie każda gra ma swoje zalety i również wady. Zdecydowanym plusem jest polonizacja Lost Sea, bardzo pozytywnie zaskoczyłem się polską wersją gry podczas pierwszego uruchomienia gry. Co prawda raczej nie było dużo do tłumaczenia bo dialogów jest dość mało, ale na pewno za to trzeba pochwalić twórców. Mała waga samej gry podczas pobierania to również coś ważnego.

Lost Sea

Jestem przy rozbitym samolocie, stoję i nagle dostrzegam połyskujące światełko za grupką krzewów. Samolotu raczej nie naprawię w krótkim czasie, więc odważniej postanawiam sprawdzić skąd pochodził ten promyk światła. Musiałem poradzić sobie z niewygodnymi kikutami i tak oto stanąłem przy maczecie. Pierwsza moja myśl, skąd wzieła się tutaj na tropikalnej wyspie maczeta. Jednak na to pytanie nie wiem czy będę aktualnie w stanie sam sobie odpowiedzieć. Korzystam z okazji i sięgam po daną mi broń. Jakoś będę musiał znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania o to gdzie jestem, dlaczego mój samolot się rozbił i najważniejsze jak stąd się wydostać – więc jakiekolwiek pomoc będzie bardzo ważna. Rozbijam też za pomocą nowego narzędzia pobliskie skrzynie. I dzięki temu zdobywam złoto. Chowając złoto do plecaka postanawiam ruszyć ku nowej przygodzie i wejść do tropikalnej dżungli.

Oprócz zabrania maczety i kilku sztuk złota, samouczek wprowadzi nas w cele gry. Celami gry jest zbieranie rozrzuconych po wyspach tabletów, które umożliwiają nam podróż w głąb archipelagu aż do tajemniczego portalu. Oprócz tabletów na wyspach możemy znaleźć NPC, których możemy zarekrutować do naszej załogi i wspólnymi siłami wydostać się z tego tropikalnego raju. W samouczku poznajemy też postać, która będzie mogła nauczać nas nowych umiejętności czy ulepszeń naszego statku. Taka postać zawsze będzie w naszej przystani z statkiem. Nowe możliwości zaś pozwolą nam szybciej i skuteczniej grać.

Dżungla przywitała mnie dość surowo, nie bacząc na przeszkody zaczynam przedzierać się przez pierwsze stopnie wyspy. W niedługim czasie spotykam pierwszą osobę, z którą mogę porozmawiać i wyjaśnia mi krótko co dokładnie się wydarzyło. Oferuję mi również pomoc. I w tym momencie zrozumiałem swój cel i co muszę zrobić by wydostać z archipelagu. Przygoda chociaż zaczeła się trochę tragicznie to jednak kolory dżungli z roślinnością pozwalają mi na chwilę odetchnąć i nabrać nowej siły. By wydostać się z pojedynczej wyspy muszę zebrać magiczne tablety z terenów wyspy i dostarczyć przedmioty do przystani, gdzie również zacumowany jest statek. Jednak ku moim przypuszczeniom na wyspie nie byłem sam, wyspę zamieszkują również mniej lub bardziej wytrwalsi przeciwnicy. Oprócz wrogo nastawionych stworów, spotykam też kompanów chętnych dołączyć do mnie i wspierać mnie swoimi umiejętnościami. Dzięki nim, mogę zbudować mały drewniany most czy otworzyć skrzynię z skarbem. Gdy wycieńczony walką z przeciwnikami trzymam się za brzuch i robię coraz mniejsze kroki, zauważam dziwnie wyglądające i świecące drzewo. Wraz z zebraną skromną załogą, która również nie ma łatwo po walkach na wyspie. Postanawiam zbliżyć się myśląc, że czeka mnie chwila odpoczynku. Podchodząc wyciągam rękę i kłąde ją na połyskującym drzewie, chociaż jeszcze nie wiem co mnie do tego przekonało, może zwykła ciekawość. Nagle poczułem orzeźwiającą moc, która zaczeła przepływać przez moje całe ciało. Po kilku sekudnach byłem już gotowy na następne walki o przetrwanie. Niespodziewanie drzewo pochodziło z gatunku uzdrawiających, co mnie bardzo ucieszyło. Po kilkudziesięciu minutach eksploracji jestem gotowy opuścić wprowadzającą wyspę z bagażem zebranych tabletów.

Terenów, które się od siebie różnią środowiskiem jest pięć, w tym między innymi tereny pustynne czy bagniste. Każdy taki etap różni się przeciwnikami i tym samym trudnością. Zaś na końcu każdego etapu czeka walka z bossem. Istnieje również możliwość teleportacji do danego terenu po wyjściu z gry – innej możliwości zapisu postępu gry nie ma. Co może trochę przeszkadzać, ponieważ każdy następny teren jest coraz trudniejszy a podczas gry zdobywamy potrzebne nam umiejętności. Przy ponownym uruchomieniu gry, zaczynamy od zera, tylko z możliwością teleportacji do wybranego terenu. Na celu ma to zapewne podwyższenie poziomu trudności Lost Sea. Interfejs gry czyli HUD jest bardzo przejrzysty, na pewno nie jest przekombinowany. Mamy standarowy pasek życia i też wytrzymałości, prosty kompas z porą dnia oraz możliwość zdobycia użytecznych dodatków pod przyciskami kierunkowymi. Warto zauważyć, że gra jest wykonana przy użyciu grafiki 3D i rzucie z góry, kamera w żadnym wypadku nie utrudnia gry, w odpowiednim momencie kamere możemy obrócić o odpowiedni kąt.

Lost Sea

Wspomnę o temacie kompanów. Możemy posiadać maksymalnie czterech kompanów, jednak za dodatkowe miejsce w załodze przyjdze nam zapłacić zebranym złotem, domyślnie jest tylko jedno miejsce w załodze. Jest parę małych szczegółów, które mi trochę przeszkadzały, czyli wchodzenie załogi pod ostrze podczas ataków oraz gdy mamy w załodze maksymalnie czterech kompanów to przy szybkim biegu potrafią zostać w tyle i czekać aż po nich wrócimy. Ale tego raczej już się nie zmieni a z drugiej strony takie szczegóły tworzą jeszcze trudniejszą grę. Muzyka w grze nie przeszkadza ani nie nuży. Zmienia się w zależności od terenu w którym jesteśmy. Trochę napisałem o minusach gry ale nie napisałem jeszcze o bardzo przyjemnych atakach, pierwsze moje wrażenie gdy sięgnąłem po maczete w samouczku było wyśmienite. Wiem, nie ma nad czym się zachwycać, bo to zwykłe machanie maczetą, jednak wychodzi to w grze bardzo przyjemnie. Jest to na pewno dopracowane ale z drugiej strony musi bo to główny element gry.

Co się dzieję, gdy zginiemy? Gdy nasz bohater zginie, wracamy na początek danego terenu, nie liczy się to jak daleko zaszliśmy ale ile zebraliśmy tabletów. Za każdy dostarczony do naszej przystani tablet otrzymujemy po zgonie nie dużą ilość złota oraz doświadczenia. Ratunkiem przed zgonem jest jedynie wskrzeszenie przez jednego z naszych kompanów, jednak nie każdy NPC posiada możliwość wskrzeszenia.

Lost Sea

Lost Sea jest stworzony na silniku Unity, czyli bardzo popularnym silniku do tworzenia gier wideo. Więc by gra wniosła coś do branży musi mieć w sobie coś unikalnego. Tutaj myśle jest to sam pomysł na grę. Użycie losowo generowych poziomów wraz kolorową oprawą graficzną i również temat Trójkąta Bermudzkiego, który mnie bardzo zachęcił do Lost Sea.

Moja podróż w Lost Sea wcale nie jest krótka, odwiedziłem różne wyspy z różnymi przeciwnikami. Zebrałem mnóstwo złota, kompanów i wiele razy poległem. Esencja to ucieczka z zabójczego archipelagu. Więc jako uczestnik nie zdradzę wam jak to się zakończy i jakie przygody przeżyjcie z Lost Sea. Myśle, że nie tylko liczy się sama gra ale również jej aura i to co twórcy chcą grą przekazać. W moim przypadku mój bohater jest zadowolony.

Lost Sea

Lost Sea
8.1

Ocena ogólna

8/10

    Plusy

    • głębia kolorów
    • dopracowana walka
    • przyjemna rozgrywka
    • polonizacja gry
    • nietypowy pomysł na gre

    Minusy

    • brak zapisu gry, pozostaje opcja teleportacji
    • kompani potrafią się zgubić albo wejść pod atak

    Dodaj komentarz

    avatar
    wpDiscuz